Bulimia

Zapalniki- jeść, czy nie?

Zapalniki- jeść, czy nie?

Dzisiaj chciałabym zająć się tematem dość często poruszanym między bulimiczkami i kompulsywnymi żarłokami chcącymi wyjść z tego nałogu- mianowicie zapalniki. Dla tych, którzy w temacie nie siedzą, wyjaśniam, czym one są- to takie produkty, których zjedzenie niemal zawsze kończy się dla nas napadem, a często i wielodniowym ciągiem. Z tego też względu całkowite odstawienie tychże produktów ma wielu zwolenników. A jakie jest moje zdanie w tej sprawie?

Właściwie jakiegoś twardego stanowiska tutaj nie mam, uważam, że każdy z nas jest inny i każdemu służy co innego. Ja początkowo próbowałam je odstawić, co mi się na prawie miesiąc udało. I rzeczywiście, dopóki ich nie jadłam, było wszystko w porządku, jak na to, że było to moje pierwsze podejście do wyjścia z kompulsji, uważam, że wytrzymałam wtedy całkiem długo bez wpadki. Problem zaczął się jednak wtedy, gdy dałam się namówić koledze na JEDNO ciasteczko. Od razu wpadłam w poczucie winy, że zawaliłam, że złamałam swoje zasady i jakoś tak wszystko zaczęło się po tym sypać i skończyło się kilkutygodniowym ciągiem… No właśnie… Bo tu warto odpowiedzieć sobie na pytanie: czy łatwiej mi za każdym razem odmawiać, gdy ktoś proponuje mi mój zapalnik, mimo możliwych uszczypliwych uwag i dziwnych spojrzeń, czy prościej zjeść tego zapalnika tylko odrobinkę i mieć nad sobą taką kontrolę, że nie skończy się to porcją dla jakichś 10 osób? Dla jednych łatwiejsze będzie to pierwsze, dla innych to drugie, odpowiedź na to pytanie każdy musi znaleźć sam… Ja zdecydowałam się jeść wszystko z kilku powodów:

  • Moimi zapalnikami w rzeczywistości były tylko słodycze i makaron, ale z czasem zaczęłam sobie do tej listy dorzucać i inne produkty- takie lekkie zapędy ortoreksyjne, w końcu jedno zaburzenie łatwo przechodzi w inne- szybko dołączyły do „zakazanej listy” : pieczywo, żółty ser, placki ziemniaczane , masło i kilka innych produktów, które są „tuczące”.
  • No właśnie… „Zakazana lista” to dość trafne sformułowanie… Zarówno ja kiedyś, jak i wiele innych dziewczyn, traktuje zjedzenie czegokolwiek ze swoich zapalników jako porażkę absolutną i zawalenie na całej linii, choćby to była tylko kostka czekolady, która obiektywnie rzecz biorąc, w takiej ilości nikomu nie zaszkodziła i absolutnie nie jest logicznym robieniem z tego dramatu… No ale my niestety tak już mamy 😉 Dlatego wolę sobie niczego nie zabraniać, bo wtedy nie mam szansy „zawalić”.
  • Kurczę… No lubię słodycze- zawsze lubiłam i jednak wolę się po prostu z nimi oswoić na tyle, że będę kiedyś umiała kupić całą tabliczkę czekolady, a zjeść tylko jeden rządek. Na razie po prostu nie robię takich zapasów i mam w domu dokładnie tyle, ile mam zamiar zjeść i ani odrobiny więcej.
  • Ja wiem, że można upiec ciasta bez cukru, albo podać sałatkę owocową- i nawet na własne urodziny tak zrobiłam (było po Wielkanocy i już na kolejne słodkości ochoty nie miałam), ale nie wiem… Jakoś żeby tak odmówić na przyjęciu innej osoby to mi nie do końca pasuje. Nawet moja babcia z cukrzycą zawsze kawałek tortu zje, więc odmawiania z mojej strony, uznane by było za zwykłą fanaberię. Raz to zrobiłam, będąc w gościach u kuzyna i jego żony, która zrobiła jakiś domowej roboty pudding. Widziałam, że było jej przykro i więcej tego robić nie chcę…

 

Zdaję sobie sprawę, że znalazłoby się też wiele argumentów przemawiających za odstawieniem zapalników, co ma zresztą chyba więcej zwolenników niż ich jedzenie. Jeśli jednak na Ciebie, podobnie jak na mnie, to nie działa, zastanów się, czy jest sens z tym walczyć na siłę i może lepiej po prostu nauczyć się je jeść w rozsądnych ilościach? Jak już mówiłam, każdy jest inny i swoją drogę do wyzdrowienia trzeba niestety odnaleźć metodą prób i błędów…

Reklamy

3 thoughts on “Zapalniki- jeść, czy nie?

  1. A ja się z Tobą zgadzam 🙂 Wszystko z umiarem, a wtedy nie będzie się fiksowało na punkcie tego co nie wolno. Mam za sobą kilkanaście lat bulimii i 2 lata odkąd zaczęłam się leczyć i 9 m-cy odkąd skończyłam terapię. Jem wszystko, z umiarem. Nie mam napadów. Mam w domu zapas słodyczy, ale jem tyle ile akurat chcę i nie jest to od razu cały zapas, ani pół. Kończy się na dwóch – trzech cukierkach, czy dwóch kostkach czekolady i… na więcej nie mam ochoty 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dokładnie! Mi na początku bywało bardzo ciężko się pohamować, a teraz zjem jedną pralinkę i stwierdzam, że od kolejnej by mi zwyczajnie za słodko było 😃 teraz już nawet też mogę mieć cały zapas w domu – ba, dzisiaj to nawet cukierki leżały na stoliku nocnym i mnie nie ruszały 😊

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s