Inne

„I tak się nie uda…”

Znacie to uczucie, gdy nawet nie usiłujecie czegoś spróbować, bo „i tak się nie uda”? Gdy jedna porażka powoduje całkowite zniechęcenie do dalszego działania? Ja znam i to aż za dobrze…

Niezliczoną ilość razy poddawałam się zanim tak naprawdę podjęłam walkę: zrezygnowałam z chodzenia na castingi do filmów, bo na pierwszym mnie odrzucili, przestałam chodzić na zajęcia z rysunku, bo czułam się słabsza od innych uczestników… Kiedyś nie śpiewałam jakoś beznadziejnie, ale ponieważ siostra zawsze miała do tego wybitny talent, ja w efekcie czułam się od niej gorsza i przestałam śpiewać całkowicie, a w efekcie dziś rzadko umiem trafić w dźwięk… W szkole po pierwszej złej ocenie z danego przedmiotu, całkowicie przestawałam się na nim starać i potem miewałam rzeczywiste zaległości nie do nadrobienia… Za każdym razem myślałam, że się do tych rzeczy nie nadaję i uciekałam z podwiniętym ogonem przed każdym problemem.

Chyba tylko dwa razy w życiu do tej pory postanowiłam się nie poddawać i postawić na swoim. I… W obu przypadkach się opłaciło!

Sytuacja pierwsza:

Jako dziecko byłam niezdarną kluską- nie da się temu w żaden sposób zaprzeczyć, tak po prostu było. W związku z tym do wszelkiego rodzaju sportów talentu nie miałam za grosz. Ale mimo, że nie byłam w tym dobra, kochałam jazdę konną ponad wszystko. Sami instruktorzy nieraz mówili, że nic ze mnie nie będzie- głupiego anglezowania uczyłam się z rok (serio…). Rodzice też raczej namawiali mnie na bardziej umysłowe zajęcia dodatkowe, ale ja nie dawałam za wygraną. Mijały lata i mimo, że trwało to u mnie dłużej niż u większości, doszłam do punktu, do którego zdaniem innych miałam nigdy nie dojść.

Sytuacja druga:

To sprawa bardzo świeża. Chodzi o programowanie. Zaczynając studia miałam praktycznie zerowe doświadczenie w przeciwieństwie do prawie całej reszty mojego roku. No i do tego nowe otoczenia, dużo stresu- znowu narobiłam sobie zaległości i to potężnych. Na początku moja reakcja była taka, jak zwykle- omijanie zajęć, niezjawianie się na egzaminach, myślenie o zmianie kierunku… Aż do kwietnia tego roku, gdy został mi miesiąc do egzaminu ostatniej szansy (mamy w sumie cztery podejścia, a ja na poprzednich terminach nawet się nie stawiłam!). I jakoś mnie tak tchnęło, że może jednak spróbuję go zdać. Zaczęłam próbować, poprosiłam o pomoc kolegów. I nagle zaskoczyło! Okazało się, że jednak nie jest to ponad moje możliwości i nawet sprawia mi to przyjemność! Wprawdzie czasu na przygotowanie się było jednak nieco za mało i nie zdałam (ale mój wniosek o piąte podejście został przyjęty, nieważne- zawiła historia 😉 ), ale od tego czasu nastąpił u mnie przełom: zaczęłam wierzyć w swoje możliwości i ćwiczyć dalej tak, że dziś potrafię rzeczy, o których pół roku temu nie miałam najmniejszego pojęcia.

Dwa razy podjęłam walkę, obie próby zakończyły się sukcesem. Może więc nie warto poddawać się na samym wstępie? Czasem na efekty naszego wysiłku będziemy musieli czekać kilka tygodni, czasem miesięcy, czasem i lat… Ale one w końcu nadejdą- obiecuję 😉

Reklamy

One thought on “„I tak się nie uda…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s